In The Meantime

K.

Take a sad song and make it better..

Dzisiaj będzie troszkę moich smuteczków. Muszę Wam się pożalić, jak bardzo jest mi przykro, że z moich wakacyjnych zagranicznych wojaży nici. Egipt zrobił mi psikusa, cwani turyści przebookowują swoje wakacje marzeń z Egiptu na Grecję i Chorwację, co zdecydowanie nie działa na moją korzyść. Biura podróży zacierają rączki, bo wycieczki do tychże miejsc sprzedają się jak papier toaletowy z Biedronki po promocyjnej cenie, dlatego też w tygodniu, w którym miałam już smażyć tyłek na greckiej wyspie, ceny zamiast szybować w dół, uniosły się do góry i to dość skutecznie. Na tyle skutecznie, że mój niedoszły kompan podróży szybko wycofał się z wspólnego wyjazdu, twierdząc, że 'posrało ich z tymi cenami - nie jadę!'. I tak oto zostałam na lodzie, a perspektywa kolejnego miesiąca spędzonego w domu sprawia, że mój umysł zaczyna zmierzać ku depresji o_O.

Sama oczywiście nigdzie, nie wyruszę, a gdzież tam! Jestem najlepszym potwierdzeniem tezy, że człowiek jest zwierzęciem stadnym, ponieważ nie potrafię działać sama. Zresztą, co to za radocha z wakacji w pojedynkę?! Mam rację?

Do tego dostałam zlecenie i nie mogę się do niego zabrać. Mówię Wam, moje lenistwo osiągnęło apogeum. Dosłownie nic mi się nie chcę, nawet zwlec z łóżka.  Może to ta pogoda za oknem powoduje, że mój organizm pragnie zapaść w przedwczesną jesienną deprechę. Swoją drogą, to już się nie mogę doczekać jesieni, strasznie ją lubię. Taki ze mnie smętny ponurak!

I jeszcze na sam koniec tego beznadziejnie nieudanego gorzkiego wpisu, pragnę zakomunikować, iż od października mieszkam w Warszafce. Dostałam się na mgr, z czego się bardzo cieszę. I już zaczynam kompletować hipsterską garderobę. A, i w ten weekend wybieram się na Air Show, więc mam nadzieję, że moje samopoczucie troszkę się poprawi (if u know what i mean ;)). Pozdrawiam i życzę czerpać więcej radości z życia niż ja.. :) Uśmiechajmy się!